09

października 2016
Skomentuj (1)

Kocham rap. Nie znoszę reggae. Kiedy wyczuję reggae w rapie, od razu kawałek jest dla mnie spalony. Przynajmniej tak było dotychczas. Na Karaibach reggae leci wszędzie. Na ulicach, na lotniskach, w knajpach. I nuci każdy. Pani kierowca w rozklekotanym busie, nazywanym przez mieszkańców autobusem miejskim, wysoko na pierwszy rzut oka postawiona pracownica portu lotniczego, skrzętnie wypełniająca jakieś dokumenty przy filiżance kawy, nieprzyzwoicie wychudzony gość, tańczący w środku dnia na ulicy z puszką  piwa.

Tak, ten rozkołysany typ szczególnie zapadnie mi w pamięci. Normalnie każdy pewnie uznałby go...

[ czytaj całość ]

09

lipca 2016
Skomentuj (1)

Vallot. Brzmi trochę jak nazwisko francuskiego piłkarza, nie? Tymczasem jest to schron. Schron dla desperatów, jak to ktoś kiedyś ujął. Dużo o nim słyszałam. Znajduje się na wysokości 4362 m n.p.m. w połowie drogi ze schroniska Gouter na szczyt Mont Blanc. Zmęczeni wspinaczką i wysokością alpiniści często zatrzymują się tam, aby odpocząć, zjeść batona, zwymiotować albo po prostu się przespać, co teoretycznie jest tam zabronione.

Po wejściu do tej blaszanej budy w nozdrza uderza smród moczu zmieszanego z... wolę nie wiedzieć z czym. Po kostki nurkuje się...

[ czytaj całość ]

17

maja 2016
Skomentuj (2)

Chyba jeszcze nigdy się tak nie bałam. Ani wtedy, kiedy bez kontroli nad kierownicą jechałam rozpędzona prosto w przyczepę tira, ani schodząc z oblodzonego Kościelca bez raków i asekuracji. Przebiegnięcie półmaratonu zestawione z tymi przykładami wydaje się śmieszne, ale tak właśnie było. Są to jednak zupełnie inne rodzaje strachu.

1. kilometr

Na twarzy maska nie ukrywa strachu w oczach, chociaż strach bywa motorem odwagi, popatrz... - "Puszer" - HiFi Banda

Półmaraton. 21 kilometrów i 97,5 metra. Czego się bałam? Dobre pytanie....

[ czytaj całość ]

03

stycznia 2016
Skomentuj (0)

Wpakowałam się do kolejnego samolotu. Wracałam do domu już dwudziestą godzinę. Moje powieki były jak biegaczki narciarskie w Tour de Ski na ostatnich metrach podjazdu na włoski Alpe Cermis - ledwo kontaktujące, jadące już tylko na ambicji, ale jednocześnie podekscytowane, że to końcówka, kilka sekund do mety, do ukończenia morderczych zawodów. Wbiło mnie w skórzany fotel. Maszyna wystartowała i szybko została wchłonięta przez gąszcz ciemnych chmur, a ja mimowolnie zaczęłam układać się do małej drzemki. Po chwili jednak uniosła się ponad nie, a moje oczy nagle odzyskały pełną witalność. Jakby...

[ czytaj całość ]

03

listopada 2015
Skomentuj (1)

Półprzytomna chwiejnym krokiem przeszłam jeszcze kawałek, po czym w całym ekwipunku padłam na kolana. Marzyłam o tym, żeby zwymiotować. Chyba poczułabym się lepiej. Ale nie udało się. Parę łapczywych haustów świeżego górskiego powietrza oraz kilkudziesięciosekundowe skupienie wzroku na rozgwieżdżonym niebie w końcu pomogło. Sprawiło, że znów stanęłam na nogi. Ciągle kręciło mi się w głowie. Byłam blada. Wyglądałam marniej niż reprezentacja Brazylii w finale mistrzostw świata w 1998 roku. Moi towarzysze patrzyli na mnie z niedowierzaniem.

Nie, to nie relacja z Wierzchołka Południowego pod samym...

[ czytaj całość ]

Pierwsza Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 Ostatnia