13

grudnia 2011
Skomentuj (0)

Nieśmiertelny utwór Last Christmas rozbrzmiewał w całkiem donośnych głośnikach telefonu komórkowego raz po raz. Jakość komórek pomału zaczyna mnie przerażać. Jeszcze kilka lat, a wieżę stereofoniczną, komputer i wszelkie odtwarzacze muzyki, niezintegrowane z aparatem telefonicznym, będzie można jedynie znaleźć w słownikach pod hasłem archaizmy.

Do dźwięków, płynących z malutkich głośników, dołączyło wkrótce pięć ludzkich głosów. Głosy te wydobywały się z gardeł, zasłoniętych białą bujną brodą albo całkiem roznegliżowanych. Śpiewało kilku mikołajów i dwie śnieżynki. W końcu święta za pasem. Nie byłoby w tym więc nic dziwnego, gdyby nie fakt, że koncert rozpoczął się w autobusie pełnym ludzi, którzy podróżowali z Filadelfii do Nowego Jorku. Ot, wesoły tył na drugim piętrze masywnego pojazdu. Skargi do kierowcy, próby uciszenia rozbawionych? Nic z tych rzeczy. Obcy szybko stali się czynnym i niemniej ważnym członkiem autobusowej filharmonii.

Gdy kampania dotarła na miejsce, zlała się z nowojorskim tłumem. Dosłownie! Tego dnia miasto opanowali panowie w czerwonych spodniach i czapkach tego samego koloru oraz panie w krótkich spódniczkach z futerkiem oraz zielonych, najczęściej, czapkach pomocników Mikołaja. Przebierańcy byli na ulicach stolicy świata czymś tak naturalnym jak łamiący przepisy drogowe taksówkarze.

– Przepraszam, o co chodzi z tymi mikołajami? – zapytałam pierwszego lepszego „świętego”, wychodzącego ze stacji metra. – Chodzimy po mieście w strojach Mikołaja, zwiedzamy bary i pijemy! Taka zabawa – wyjaśnił z entuzjazmem rosły, około trzydziestoletni mężczyzna, wyraźnie rad z powodu zaczepki. – To taka przedświąteczna amerykańska tradycja większych miast – dodała jego koleżanka, która nie chciała pozostać bierna. Ho, ho, ho – rzucili na pożegnanie i  pognali przed siebie.

Coraz bardziej lubię Amerykanów. Głównie za otwartość, chęć pomocy i tę spontaniczność. Coraz bardziej lubię też Nowy Jork. Szczególnie za obdarowanie mnie banknotem dwudziestodolarowym. Leżał sobie jak gdyby nigdy nic na chodniku, czekając na mnie. Rekompensata za przygody z poprzedniej wizyty?

Na zdjęciu: zlot mikołajów na dworcu Grand Central w Nowym Jorku.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz