17

listopada 2013
Skomentuj (2)

Ponad miesiąc minął od ostatniego wpisu. Szmat czasu. Wystarczająco długo, żeby podpisać umowę o pracę, złożyć wypowiedzenie, zaliczyć cztery mecze wyjazdowe w tym jeden nad morzem, przez pomyłkę prawie wylądować w Berlinie, zrezygnować z trzech kierunków studiów, zadebiutować na łamach dziennika Fakt i ukończyć dwa biegi na dziesięć kilometrów w dwóch różnych miastach.

I chociaż moja kondycja fizyczna ma się do tej psychicznej tak, jak osiągnięcia Cristiano Ronaldo do sukcesów Pawła Buzały, to analizując, był to całkiem intensywny okres. Może nie idealny, ale intensywny.

I... o to chodzi. Czasem otrzymuję pytania w stylu, czy ja to się tak nie boję, że mi się coś stanie, że ktoś mnie napadnie (odnośnie do moich upodobań do szwendania się po różnych miejscach tego świata) albo co ja właściwie teraz robię. Na to drugie zwykle odpowiadam, że żyję i spełniam marzenia. Na to pierwsze, no cóż, nie.

Ponad tydzień temu w Austrii miał wypadek polski zespół metalowy. Zginął basista. Może obiło się wam o uszy. Tak się składa, że ten basista, a jednocześnie fotograf był przyjacielem mojego przyjaciela. Wiem, jak to przeżywasz. Wiesz, że jestem z Tobą i zawsze Ci pomogę, jak tylko będę umieć. Ta cała sytuacja po raz kolejny dała mi do zrozumienia, jakie to wszystko jest kruche. Jedna sekunda i cię po prostu nie ma. Sama dwa razy w życiu otarłam się o śmierć. Mnie się udało. I nie dość, że żyję, to jeszcze chcę żyć, bo wiem, że ten przywilej może zniknąć szybciej niż tęcza na Placu Zbawiciela. Wybaczcie, miałam nie poruszać tego tematu, ale nie mogłam się powstrzymać.

Staram się nie bać życia. Staram się walczyć o marzenia. Nie tylko o nich myśleć, ale robić coś, by się do nich zbliżyć. Nie odkładać ich na później, bo później może nie być. Typowy truizm jak się tych słów słucha lub się je czyta, jednak mający ogromne znaczenie, jeśli się je słyszy i rozumie. Tak, żyję trochę z dnia na dzień, robiąc wiele rzeczy jednocześnie. Ale mam cel. I nawet jeśli nie wyjdzie, to chcę czuć, że zrobiłam wszystko, by go osiągnąć. Łatwiej zniosę smak porażki.

Na zdjęciu: Split. Byłam w Chorwacji w sierpniu. Żadnego wpisu, zdjęcia dopiero ogarniam. Cała ja.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Paula (2013-11-17 23:42:55),


Maks, podrzuć trenera ;)

Maks (2013-11-17 23:39:07),


I o to chodzi! Realizujemy założenia trenera i cały czas do przodu ;)