21

listopada 2012
Skomentuj (2)

Ta końcówka jest najgorsza. A miała być najlepsza. Najbardziej intensywna. Tymczasem kompletnie mnie przygniata. Nie dlatego, że się dłuży. Wręcz przeciwnie. Ucieka mi przez palce. Budzi we mnie chęć pogoni. Ale za czym? Budzi niepokój. Przed czym? Miałam tyle czasu, żeby pomyśleć na spokojnie. Dać sobie czas. Czego ty chcesz?

Chyba nigdy jeszcze w życiu nie czułam się tak, jak teraz. Jeszcze kilka kroków i pojawi się rozwidlenie. Żadnych drogowskazów. Nie mam mapy ani nikogo, kogo można by zapytać o drogę. Muszę wybrać sama. W prawo? W lewo? Prosto? Wszystkie opcje są niewiadomą. Nie da się nie iść nigdzie. Pozostanie w miejscu oznaczałoby śmierć. Trzeba iść dalej. Tylko gdzie? A co, jeśli źle wybiorę? A może to ślepe uliczki? Może powinnam skręcić gdzieś wcześniej? Może na tym etapie już nie ma właściwego wyboru? A co to jest właściwy wybór? To taki, który doprowadzi mnie do czegoś, czy taki, który da mi satysfakcję?

– Co dalej? – odbija się echem w głowie głos wszystkich dokoła. Nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. Zwykle się uśmiecham i mówię, że coś się znajdzie. Ale jakiś głos we mnie cicho nuci co innego. I to raczej "Piosenka pisana nocą" Comy albo "Wciąż bardziej obcy" Lady Pank niż "Mam nowy plan" Moniki Brodki.

I te sny. Wcześniej rzadko miewałam jakiekolwiek. Zawsze są o Polsce. Nigdy o Stanach. Zdradzę dwa. Miałam taki, w którym po powrocie do kraju poszłam na mecz Korony i prezes Tomasz Chojnowski podał mi z uśmiechem rękę. W innym pracowałam znów w Canal+ i byłam sobą, a nie jakimś nieznajomym tworem wewnątrz mojego ciała. Była świetna atmosfera. Układało się. Ale ponoć sny interpretuje się na odwrót. Jednak mówi się też, że ci, którzy kochają, sami je sobie kształtują. W każdym razie połowa tych nocnych ucieczek mojego umysłu dotyczy piłki nożnej. Druga połowa… to zachowam dla siebie. Czy to jest podpowiedź? Czy ja w ogóle jeszcze, a może raczej kiedykolwiek się do tego nadawałam?

Wiem jedno. Czegokolwiek nie zrobię, cokolwiek nie powiem, zawsze będzie to komuś nie pasować. Najważniejsze to robić swoje i mieć z tego frajdę. Tylko… co jest tym moim? Wątpię. Szukam. Błądzę. Ale nie boję się błędu. Bo jak to mawiał Sokrates, tylko głupcy nie mylą się nigdy.

Na zdjęciu: no exit… Na stacji nowojorskiego metra, październik 2012.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Seymour (2017-05-16 02:09:26),


Very rapidly this web page will be famous among all blog viewers, due to it's nice content

Angelika (2012-11-22 03:57:28),


„W prawo? W lewo? Prosto? Wszystkie opcje są niewiadomą. Nie da się nie iść nigdzie. Pozostanie w miejscu oznaczałoby śmierć. Trzeba iść dalej. Tylko gdzie? A co, jeśli źle wybiorę? A może to ślepe uliczki?” w prawo, w lewo, prosto, a może by tak się wrócić… ;) Nie pamiętam kto, ale jakiś mądry Ktoś powiedział: „Ludzie sukcesu popełniają najwięcej błędów, nie bój się błędów, bój się nic nierobienia.” Nic nierobienie Tobie na pewno nie grozi, gdziekolwiek się znajdziesz, ale jakbyś poczuła, że tam gdzie jesteś jest jakoś nie tak.. wiem, że nie kochasz NY tak jak ja, ale w NY zamiast „no exit” masz przecież „entry” xD