02

stycznia 2014
Skomentuj (1)

Witajcie w Nowym Roku! Bardzo dobrze, że już nadszedł. Mimo że to tylko zmiana cyferki, czuję takie swoiste katharsis. Pamiętam czasy szkolne, kiedy zawsze wydawało mi się, że do przerwy świątecznej czas niemiłosiernie się dłuży. Wyobrażałam sobie wyboistą, wąską, asfaltową ścieżkę pod górkę i siebie, stawiającą misternie krok po kroku i mijającą powoli kolejne dni, które znajdowały się na poboczu zamiast drzew. Na szczycie spotykałam styczeń i piękny krajobraz - trasę w dół.  Ocieramy pot z czoła i po krótkiej chwili wytchnienia zaczynamy iść od nowa, ale tym razem ma być łatwiej.

Rok 2012 był dla mnie niesamowity - powitany za oceanem, pełen nowych doświadczeń i podróży. O minionym natomiast wolę zapomnieć. Albo inaczej - wolę wyciągnąć z niego to, co dobre, kasując to, co złe. Zwiedziłam południowy Tyrol, Rzym i Chorwację. Zaliczyłam kilka nowych miejsc pracy - od fotografa w klubach nocnych po firmę kurierską. Ukończyłam trzy biegi na 10 kilometrów w trzech różnych miastach. Fotografowałam na zawodach Pucharu Świata w biathlonie. Dziennikarsko zadebiutowałam w Orange Sport, dzienniku Fakt oraz PZPN. W sumie, jak tak teraz o tym wszystkim myślę, to... może nie było tak źle, jak mi się wydawało?

Reset. Mamy 2014. Ten rok stoi pod jednym znakiem - mistrzostw świata w Brazylii. Oficjalnie - będę tam! Właściwie od pewnego czasu nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. Bilety lotnicze zakupione. Plan wyprawy ustalony. Kiedy pod koniec 2007 roku FIFA ogłosiła, że turniej zostanie rozegrany w ojczyźnie Ronaldo, pamiętam, jak powiedziałam, że pojechać tam byłoby spełnieniem moich marzeń. Nie dość, że mundial, to jeszcze tam...

Wtedy jednak, sześć lat temu, te rzucone przeze mnie słowa nie miały żadnej mocy. Szczerze, nie wierzyłam w to, że w grudniu 2013 roku będę trzymać w ręce potwierdzenie rezerwacji rejsu do Sao Paulo. Zawzięłam się dopiero jakoś latem 2012. W czasie pobytu w Stanach. To jest właśnie jedna z tych rzeczy, którą dał mi czas spędzony w USA - przekonanie, że świat jest mały, że wszystko jest możliwe, że jak czegoś NAPRAWDĘ chcesz, to... po prostu działaj. Chyba też wygranie tej wejściówki prasowej na koncert Linkin Park i spotkanie z chłopakami z zespołu spowodowało pójście za ciosem. Miałam różne momenty i nastroje w 2013 roku, ale ani na moment nie zwątpiłam, że pojadę do Brazylii. Żeby nie wiem co się działo. I wszystko, co teraz robię, jest temu podporządkowane. Szaleństwo?

Poniżej kilka moich zdjęć z minionych dwunastu miesięcy. Ulubionych oczywiście :) To powyżej jest z kwietnia z meczu finału Pucharu Polski w Legionowie. Vive Kielce pokonało Wisłę Płock.

A w Nowym Roku życzę Wam odwagi i determinacji do spełniania Waszych marzeń. Kiedy jak nie teraz?

Mam pecha do piłkarskich cieszynek, szczególnie na meczach Korony. Zawsze cieszą się nie w tę stronę, co trzeba... Ale w marcu w Gdańsku Michał Janota ustawił się do zdjęcia perfekcyjnie. Chociaż raz :)

 

Zdjęcia w kieleckich klubach nocnych... Dlaczego nie? No i trochę porobiłam dla portalu cogramy.pl.

 

Bracia Marković na jednym z pierwszych treningów Korony. Od początku było widać, że mają parcie na szkło ;) Z Vanją, tym po lewej, szybko złapałam dobry kontakt. Przez cały rok dostarczałam mu płyty z meczami, w których zagrał. Dopiero we wrześniu otrzymał prawdziwą szansę gry w ekstraklasie i jej nie zmarnował. W efekcie przedłużył kontrakt w Kielcach, a jego biźniak, Ivan, wrócił już do Serbii.

 

Rzym. Mimo licznych atrakcji stolica Italii nie powaliła mnie na kolana. Głównie przez ludzi i ich zachowanie. Warto było pojechać, pochodzić, ale sama z siebie już chyba tam nie wrócę.

 

Wieczne Miasto raz jeszcze. Zadumana starsza kobieta na wózku pod Bazyliką Świętego Piotra od razu rzuciła mi się w oczy.

 

19 maja. Maciej Korzym złamał nogę w meczu z Jagiellonią. Miało go czekać nawet kilkanaście miesięcy rehabilitacji, a już pięć miesięcy później wrócił na boisko w spotkaniu z... Jagiellonią. Po prostu twardziel!

 

W 2013 roku zaczęłam robić zdjęcia na ślubach. Niemal na dzień dobry trafiła mi się przesympatyczna para, która zażyczyła sobie bardzo nietypową sesję plenerową :)

 

Sesja ślubna w warszawskim metrze.

 

Racowisko podczas kwietniowego meczu Legii Warszawa z Pogonią Szczecin.

 

Nie boję się słów - chyba moje najlepsze zdjęcie w życiu. Jasne, miałam dużo szczęścia. Ale musiałam mu dopomóc i trochę pomoknąć na balkonie :)

 

Krzysztof Lijewski z zakazem stadionowym racą podczas przejazdu przez miasto odkrytym autokarem drużyny Vive Kielce.

 

Jeden ze smutniejszych dni roku. Leszek Ojrzyński został na początku sierpnia zwolniony z funkcji szkoleniowca Korony. Zwolniony wbrew woli wszystkich z wyjątkiem klubowych władz. Trenera godnie pożegnali kibice.

 

Jose Rojo Martin "Pacheta" - nowy trener Korony. Hiszpan okazał się bardzo sympatycznym, kontaktowym oraz troskliwym człowiekiem. Często, witając się ze mną, zwracał mi uwagę na brak rękawiczek ze względu na moje zimne dłonie ;)

 

Radość Jacka Kiełba z bramki, którą strzelił w październiku w Szczecinie. Fajnie skadrowałam to zdjęcie :)

 

Spacer po Splicie. To zdjęcie kojarzy mi się z... PRL-em. No powiedzcie, że Wam nie? :)

 

Pod siatką, ogradzającą lotnisko w Splicie, spędziłam kilka ładnych godzin. Lądujące samoloty przelatywały kilkanaście metrów nad głową. Wielkość i siła maszyn wywoływała u mnie nutę adrenaliny. Odkryłam nowe hobby ;)

 

Zawód Michała Kucharczyka w meczu Ligi Europy pomiędzy Legią a tureckim Trabzonsporem. Trafił do siatki, ale bramka nie została uznana z powodu spalonego. Rok 2013 stał także pod znakiem pierwszych zabaw z obiektywami o ogniskowej 400 mm. Piękna sprawa :)


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Tomasz (2014-01-02 22:08:16),


Jak patrzę na te zdjęć to sam chciałbym tak umieć.:p Nie wiem,które najlepsze,ale możliwe,że WSZYSTKIE.Świetne podsumowanie roku! PS Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!Oby najwięcej Świetny/Zajebistych Zdjęć