27

kwietnia 2012
Skomentuj (1)

Późny wieczór (wczesna noc?) to magiczna pora. Mózg powinien być wtedy zmęczony i żądać odpoczynku. Ale nie dość, że tego nie robi, to jeszcze zachęca do ponownego zapalenia światła i włączenia komputera jak matka pięciolatka do zjedzenia marchewki. I za nic ma fakt, iż staruszek laptop już dawno zasnął, a ja też chętnie poszłabym w jego ślady. Ale mój opór jest solidny jak obrona Chelsea Londyn w półfinale Ligi Mistrzów z Barceloną. Wtedy zdenerwowany już do granic możliwości wypełniający moją głowę organ odgrywa się na mnie. Ładuje we mnie kolejne pomysły z szybkością klatek na sekundę i nie pozwala mi ich zapamiętać. Robi wszystko, abym pożałowała, że go nie posłuchałam. Daje mi poczuć kroplę zimnej wody na pękającej z gorąca pustyni, zabierając przy tym leżące tuż obok wielkie pełne wiadro. Rano się budzę i już kompletnie nic nie pamiętam. A jak już, to tylko jakieś szczątki.

Czasami się zastanawiam, ile ciekawych tekstów, rymów, porównań powstało by, gdybym zbyt wcześnie nie uciekła w objęcia Morfeusza. Później próbuję dobić się do najdalszych zakątków mózgu i zrekonstruować chociaż ich część, ale nigdy się to nie udaje. Albo wychodzi mi coś zupełnie innego. Nie mając nad sobą deadline'u ze strony żadnej redakcji, mogę po prostu dać się ponieść. I może to w sumie też nie jest takie złe. Ale nic nie rodzi tyle frustracji co wszelaka twórczość.

Miałam ostatnio sporo pomysłów na wpisy na blogu. Zamiast nich wyszła mi… zwrotka po angielsku. Pierwsza w życiu. I pewnie nigdy by ona nie powstała, gdyby nie ośmioletnia Charlotte i jej praca domowa. W ramach lekcji spellingu (literowania?) miała napisać piosenkę z konkretnymi wyrazami. Spisałam na kartce rzeczone słowa, usiadłam w kącie i zaczęłam tworzyć. Napisałam sześć wersów. Spodobało jej się, ale nie chciała tego na drugi dzień pokazać nauczycielce. To byłoby oszustwo. Amerykanie naprawdę uważają takie coś jak ściąganie za przestępstwo równe morderstwu, a przynajmniej za brak honoru. Nie robią tego. Nawet nie mieści się im w głowie jak tak w ogóle można. Kilka godzin później wróciłam do tekstu. Zmieniłam go i rozwinęłam. Nigdy bym nie pomyślała, że rymowanie w innym języku stanie się dla mnie takie łatwe i oczywiste i przysporzy tyle zabawy. Wersy powstały szybciej niż w rodzimej mowie. Jak to możliwe?

I've got a pocket full of rhymes so are you guys ready?

And I'll never be done, I'm unpredictable, not steady

I'm weak and don't know english, lots of people thought

They used to laugh at me and it's been pretty long

And now when I emigrated those people keep sayin'

That I forgot my language, they're whimperin', then yellin'

They can only be jealous while I'm just adventurous

They're telling bullshit but are completely not dangerous

And now here is my time and you can't measure me

Or I'm gonna kick your ass just like Bruce Lee

That's my time and don't tell me what I can't do buster

I'm gonna do whatever I want so I can be the master

I keep falling and standing up, ignoring the critics

'Cause this is my life, you've got it with that lyrics?

You're judgin', I'm explorin', that's gonna be checkmate

Or you'll wake up earlier, there's no time to wait

Na zdjęciu: rybak nad Zatoką Nowojorską (18 marca 2012).

PS. Dziś wieczorem idę na amerykańskie wesele. Nie będzie księdza i kościoła. Będzie sędzia. Będzie o czym pisać? :)


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Felicia (2017-05-12 05:02:37),


Greetings! This is my first visit to your blog! We are a group of volunteers and starting a new initiative in a community in the same niche. Your blog provided us beneficial information to work on. You have done a extraordinary job!