27

grudnia 2013
Skomentuj (5)

Nie wiem, jak poznałam się z Maćkiem Chorążykiem. Wydaje mi się, że... przez portale społecznościowe. Przydają się te wszystkie fejsbuki czasem na coś. Zupełnie jednak nie kojarzę okoliczności. Latem tego roku miał okazję mnie szkolić na szkoleniu skautingowym w Krakowie. Opowiadał naprawdę ciekawe rzeczy. A wiecie, co ja zapamiętałam? Zapamiętałam słowa kolegi, organizującego szkolenie, które padły zaraz po opuszczeniu sali przez Maćka. Powiedział, że warto zachować wizytówkę naszego gościa, a nawet do niego zadzwonić, bo ma... fajny kawałek, ustawiony jako granie na czekanie. Za nic nie przypomnę sobie, który utwór tak przypadł mu wtedy do gustu. Obstawiam, że było to coś w stylu "Ona tańczy dla mnie" albo jakieś "Last Christmas". W końcu lipiec to idealny do tego miesiąc.

Dobra. Ale kim jest Maciej Chorążyk?! - zapytacie. Człowiekiem orkiestrą. Kimś, którego życiowa droga trochę przypomina mi... moją własną. Zdecydowałam się napisać o nim do ostatniego w tym roku numeru czasopisma Polskiego Związku Piłki Nożnej, "Polska Piłka". Cały numer do pobrania tutaj. W nim także moja rozmowa z najlepszą młodą piłkarką Europy według UEFA, Ewą Pajor. Tekst o Maćku kopiuję natomiast poniżej.

 

W Watykanie przypadkowo pobłogosławił go sam papież. Był na misji ONZ w Jugosławii. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych miał pracować jako parkingowy, ale na przeszkodzie stanęło... wyższe wykształcenie. Kiedy po raz kolejny znalazł się na życiowym rozdrożu, postanowił sobie, że więcej Podolskich i Klose polska reprezentacja już nie straci.

Obraniak, Boenisch, Perquis, Polanski... Pewnie nikt nigdy nawet nie pomyślałby o nich w kontekście gry z orzełkiem na piersi, gdyby nie ogromna pasja i upór jednego człowieka - Macieja Chorążyka. Na początku 2007 roku oficjalnie rozpoczął pracę w Polskim Związku Piłki Nożnej w sekcji monitoringu zagranicznych piłkarzy polskiego pochodzenia, którą sam wymyślił. Chociaż "praca" to wtedy było za duże słowo. Dopiero po roku mógł liczyć na zwrot kosztów za rozmowy telefoniczne. Dziś dysponuje siatką czternastu skautów rozsianych po całym świecie i budżetem, który pozwala mu podróżować i odwiedzać polskie talenty, żyjące na emigracji. Jego historia obfituje w wiele zaskakujących epizodów i zwrotów akcji. Pokazuje, że w poszukiwaniu własnego szczęścia warto próbować wszystkiego.

Znudzony wojskowy

W Krynicy, z której podchodzi Chorążyk, rządzi hokej, nie piłka. - Wszyscy rówieśnicy grali, a ja nie mogłem. Dużo chorowałem. Mama się denerwowała, że jak będę trenować, to będę w jeszcze gorszym stanie - wspomina. Ale od małego to futbol był dla niego dyscypliną numer jeden. Nie rozstawał się z legendarnym krakowskim dziennikiem Tempo. - Z tym kojarzy mnie cała moja podstawówka! Pierwsze pytanie, jakie słyszę, kiedy wracam w rodzinne strony, to czy nadal czytam Tempo. Nawet nie wiedzą, że Tempa już nie ma.

Skończył technikum gastronomiczne. Chciałeś być kucharzem? - pytamy. - Nie, to była jedyna szkoła, w której mnie chcieli! - żartuje. Po szkole średniej nie dostał sie na Akademię Ekonomiczną. - I dobrze, bo byłem noga z matematyki - zdradza. Dlaczego więc aplikował? - Trzeba sięgać tam gdzie wzrok nie sięga - tłumaczy. I sięgnął. Zaraz po ukończeniu pełnoletniości zgłosił się na ochotnika do wojska. W 1994 roku po kursie przygotowawczym wyjechał na misję ONZ do Jugosławii, gdzie spędził prawie półtora roku. - To była misja stabilizująca. Dowoziliśmy wodę, opiekowaliśmy się uchodźcami, patrolowaliśmy teren. Żyliśmy otoczeni drutem kolczastym i workami z piaskiem na powierzchni może kilometra kwadratowego. Przez trzy miesiące nie wychodziliśmy poza ten teren. Różnie ludzie na to reagowali. Niektórzy nie wytrzymywali - opowiada. A jak on sobie z tym radził? - Ja to luz! Dla mnie to było fajne! Wyjechałem z małego miasteczka bez perspektyw. Nabyłem życiowego doświadczenia - przekonuje. Nie chciał jednak kontynuować służby. To byłoby za nudne.

Za mądry na parkingowego

Później przez rok studiował turystykę, chociaż przewodnikiem wycieczek też nie chciał zostać. Ostatecznie wylądował na politologii i dziennikarstwie na Uniwersytecie Opolskim. Na trzecim roku wraz z kolegami wyrobił sobie amerykańską wizę. Jednak zamiast planowanej wycieczki dookoła świata, pojechał zwiedzić Ukrainę. - Weszliśmy do katedry stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Lwowskiego, przypadkowo spotkaliśmy się ze światowej sławny dziekanem i powiedzieliśmy, że chcemy tu studiować. Bo nam się spodobało. Tak po prostu - wspomina. Profesor się zgodził, ale problemy pojawiły się w Polsce, bo kto to sfinansuje? W Ministerstwie Edukacji Chorążyk i jego kolega dowiedzieli się, że umowa z Ukrainą o wymianie studentów wygasła. Mimo to nie odpuścili. - Tak go męczyliśmy, że dostaliśmy stypendia na rok studiów na Wschodzie - mówi szef skautów PZPN.

- Ale to jeszcze nic! Raz po stypendium musieliśmy jechać do Kijowa. Zgodziliśmy się, bo jeszcze nie byliśmy. Akurat wtedy, kiedy pojechaliśmy, przebywał tam Jan Paweł II, o czym nie mieliśmy pojęcia. Staliśmy zaraz koło jego samochodu! - dodaje. Nie był to jednak jego pierwszy kontakt z głową Kościoła katolickiego. W liceum pojechał na pielgrzymkę do Włoch i Francji. Na Placu Świętego Piotra wraz z kilkunastoma innymi wycieczkami czekał na błogosławieństwo papieża. - I oczywiście położył rękę na moim ramieniu! - uśmiecha się Chorążyk. Zdjęcie do dziś wisi na ścianie w jego mieszkaniu.

- Na studiach było tak fajnie, że nikt z nas nie myślał, że po nich nie będzie pracy - nie ukrywa. Był na rozmowie w firmie handlującej odkurzaczami, ale żeby je sprzedawać, musiałby sobie kupić samochód. Znalazł ogłoszenie na parkingowego pod kinem, ale nie spełniał kryteriów, bo miał... wyższe wykształcenie. Za namową znajomych, poleciał więc do USA. - Tam jest fajne życie. Wykonuje się robotę z tych najgorszych, ale stać cię na wszystko. Z jednej miesięcznej pensji kupiliśmy z kolegą samochód na dwóch. I to nie byle jaki, jeździliśmy nim przez trzy lata - opowiada.

Bez planu na siebie, z planem na Polskę

Po powrocie zza oceanu nadal chwytał się zajęć, które nie spełniały jego oczekiwań. Nigdy nie miał planu na siebie. Jako dziecko marzył o pracy kucharza na statku. Fascynowały go podróże. - Zawsze miałem tak, że spontanicznie wpadałem na pomysły, które zmieniały moje życie - przyznaje. Jednym z nich było wstąpienie prosto z ulicy do opolskiej redakcji Tygodnika Kibica. Pomagał w redagowaniu gazety, co tydzień dostając 50 zł. Po jakimś czasie dostał możliwość pisania o lidze hiszpańskiej. W czasie mistrzostw świata w Niemczech w 2006 roku pismo miało dostarczać statystyki i informacje Telewizji Polskiej. - Pojechałem z naczelnym na rozmowę z Robertem Korzeniowskim. To on zaproponował, czy  nie mógłbym na czas mistrzostw zostać w telewizji. Zostałem - wspomina.

W TVP poznał Jerzego Engela, któremu przedstawił pomysł, który od jakiegoś czasu siedział w jego głowie. - Tyle się o tym mówiło, a nikt nie miał recepty na to, co zrobić, żebyśmy w przyszłości nie przegapiali takich piłkarzy jak Klose i Podolski - mówi Chorążyk. Były selekcjoner reprezentacji Polski zaintrygowany tematem zorganizował spotkanie z Wydziałem Szkolenia PZPN, na którym dziennikarz Tygodnika Kibica opowiedział o swojej wizji. Tak trafił do piłkarskiego związku. - Nie wiedziałem, jak się to rozwinie, ale wierzyłem w sukces. A przecież nie byłem profesjonalnym skautem - nie ukrywa. Dopiero później zrobił licencję trenera oraz skończył zarządzanie organizacjami sportowymi na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Tyrała i Obraniak

Początki w PZPN miał bardzo trudne. Długo do interesu dokładał. Żeby się utrzymać, cały czas pracował jako researcher. Realizację swojego pomysłu rozpoczął od znalezienia za pomocą Internetu ludzi chętnych do pomocy. Jedna z pierwszych osób, która się do niego wtedy odezwała, do dziś jest jednym z głównych skautów PZPN. Jacek Protasewicz działa na rynku niemieckim. - Chętnych było dużo, ale większość szybko rezygnowała, kiedy dowiadywała się, że to wolontariat - wspomina Chorążyk. Upór i konsekwencja się opłaciły, kiedy udało się ściągnąć Sebastiana Tyrałę, który zaliczył kilkanaście meczów w młodzieżowej kadrze Niemiec. Urodzony w Raciborzu piłkarz w dorosłej reprezentacji Polski rozegrał tylko jeden mecz i słuch o nim zaginął.

Prawdziwy sukces miał dopiero nadejść. Kilka miesięcy później w meczu z Grecją w drużynie Leo Beenhakkera zadebiutował Ludovic Obraniak. To póki co największy sukces Macieja Chorążyka. - Wkrótce wróci do gry i udowodni swoją wartość. Piłkarsko jest bardzo dobry - zapewnia skaut. To on wyszukał również Sebastiana Boenischa, Damiena Perqusisa, Adama Matuszczyka czy Eugena Polanskiego. Rozmawiał także z Laurentem Kościelnym, dziś obrońcą Arsenalu. - Chciał dla nas grać. Ale miał skomplikowaną sytuację prawną - wyjaśnia Chorążyk. 

Obecna praca działu skautingu to bardziej selekcja niż poszukiwania. Sukces jego działalności zaowocował zalewem zgłoszeń. - Ale żebym polecił takiego zawodnika selekcjonerowi, musi on być o dwie klasy lepszy od gracza z Polski - zaznacza Maciej. - Czasem ludzie podsyłają mi zupełnie absurdalne nazwiska, znalezione w Football Managerze. Raz matka zabroniła chłopakowi jechać, żeby zrobić na złość ojcu, z którym się rozwiodła. Ostatnio napisała do mnie kobieta, że mi poleca dwóch chłopaków, bo są świetni w piłkę. Zapytałem, czy grają za granicą. Ona, że nie, że są na miejscu. Zapytałem więc, w jakim klubie grają. Okazało się, że w żadnym. Czasem się zastanawiam, czy to nie jest podpucha. Z kolei dwa tygodnie temu dostałem list od profesjonalnych skautów z Włoch i z Czech. Ale nie wiedzą, że to wolontariat. Szukamy Polaków, mieszkających zagranicą i znających się z różnych powodów na piłce - podkreśla.

Kłusownicy

Chorążyk jest też kierownikiem reprezentacji Polski do lat 15. Przed rokiem pełnił tę funkcję w kadrze U17, która pod wodzą Marcina Dorny wywalczyła brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy. - Raz przed meczem ze Szkocją wymieniłem się wizytówką z kierownikiem zespołu szkockiego. Patrzę, a on ma tam napisane Szef Skautów Szkockiej Federacji. Okazało się, że wymyśliliśmy i rozkręciliśmy działające niemal w stu procentach tak samo sekcje skautingu, nie mając o sobie pojęcia. Różnica jest taka, że oni zwracają skautom pieniądze za paliwo i koncentrują się na krajach anglosaskich. Śmialiśmy się, że mamy wspólny cel, żeby Anglicy nie mieli piłkarzy - opowiada.

Bo taka komórka w strukturach krajowego związku piłkarskiego nadal nie jest rzeczą codzienną. Najbardziej rozwiniętą sekcję skautingu ma Turcja, która na ten cel wydaje pół miliona euro rocznie i zatrudnia na pełen etat szereg trenerów. - Razem z nimi podbieramy piłkarzy Niemcom, więc nie ma się co dziwić, że Kicker w jednym z artykułów nazwał nas kłusownikami. Ale tylko nam tym zrobił reklamę - uśmiecha się Chorążyk.

Bardzo denerwuje go ironiczne sformułowanie "farbowane lisy", które zyskało rozgłos wskutek coraz częstszego pojawiania się obco brzmiących nazwisk w polskich reprezentacjach. - Każdy, kto ma polskie korzenie, ma prawo reprezentować Polskę. Łatwo jest wyrażać negatywne opinie zamiast dostrzec coś pozytywnego w tym, co robimy. Kiedyś po jakimś artykule o mnie ktoś napisał "Chorążyk, nigdy nie będziesz Polakiem". To był hit...

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Macieja Chorążyka. Dzięki za udostępnienie!


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Guestnidly (2017-09-03 23:06:39),


guest test post bbcode html http://googlee.te/ simple

Louie (2015-11-25 15:08:24),


Świetnie, dzięki!

pablo (2014-01-10 21:56:56),


"Córko rybaka" chyba :)

Paula (2013-12-27 20:18:40),


No to Last Christmas jednak? :)

Maciej Chorążyk (2013-12-27 20:16:35),


Ona tanczy dla mnie???????? Serio????? Mam Cie zabic??? ;)