07

listopada 2012
Skomentuj (0)

– Moja mama głosuje na Romney'a, bo mówi, że może wtedy wreszcie się coś zmieni w tym kraju i tata kupi nowy telewizor – powiedział dumnie pewny siebie dziesięciolatek w szkolnym autobusie, wracając do domu.

– Na Romney'a?! Musisz z nią szybko pogadać, bo przez niego będziemy mieć tylko większe długi! – odpowiedziała mu oburzona rówieśniczka, zatrzaskując z hukiem książkę.

– A co to jest dług? – zapytała niepewnie pięcioletnia Kate.

– To wtedy, kiedy musisz oddać komuś pieniądze, a Stany Zjednoczone mają dużo pieniędzy do oddania innym krajom i dlatego Obama musi wygrać, żebyśmy nie musieli oddawać więcej!

***

– Czyli jesteście zadowoleni z tego, co Obama zrobił przez ostatnie cztery lata? – zapytałam siedzących obok mnie na kanapie Emmę i Michaela. Wszyscy od dwóch godzin oglądaliśmy wieczór wyborczy w CNN.

– Tak. Najważniejsze, że pozwala ludziom decydować za siebie. Popieram jego poglądy na temat małżeństw homoseksualnych i aborcji – odpowiedział Michael.

– Wiesz, Obama nie jest bez wad. Ale lepiej, żeby on wygrał niż Romney. Romney jest bogaty. Nigdy tak naprawdę nie zaznał życia przeciętnego obywatela. Poza tym wszystko to, co on mówił w czasie tej kampanii, wydawało się sztuczne. Mówił to, co ludzie chcieli usłyszeć. Wielu dało się na to nabrać i dlatego teraz mamy taką walkę łeb w łeb – powiedziała Emma.

***

– Do łóżka! – powtórzyła już trzeci raz tego wieczora Elizabeth. Jej dziewięcioletnia córka siedziała na kanapie, obgryzając z nerwów paznokcie i co chwilę topiąc twarz w dłoniach. Według sondaży, Mitt Romney wygrał w kolejnym stanie.  

–  Ale ja chcę się dowiedzieć, kto wygrał. Tak bardzo chcę, żeby on wygrał… – szepnęła niemal bezgłośnie dziewczynka.

– Prezydent Obama wolałby, żebyś jutro wstała do szkoły wypoczęta i gotowa do nauki, żebyś w przyszłości mogła skutecznie rządzić krajem.

– (konsternacja) Nie wiesz tego…

– Oj, wiem, wiem…

***

– Pewnie, że na Obamę! – powiedziała mieszkająca kilka domów dalej pięćdziesięcioletnia Ellen, kiedy zapytałam ją, na kogo we wtorek zagłosuje. – Romney'owi nie można ufać. Bogacz! Zgadzam się jednak po części z jego zdaniem na temat imigrantów. Powinniśmy coś z tym zrobić, bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo ogłoszą hiszpański językiem urzędowym USA! Albo chiński. Przyjeżdżają do nas tylko wszyscy i zabierają nam pracę. A podatków to już nie płacą. Tak najlepiej. Ale nie wierzę, że Mitt faktycznie coś z tym zrobi. Obama to dla nas w tej chwili mniejsze zło.

 

We wtorek kilkanaście minut po godzinie 23 nowojorski Empire State Building zmienił kolor na niebieski. Kolor Demokratów. Dlaczego akurat niebieski? Podobno nie ma tu żadnej wielkiej historii. Ot, tak po prostu media kiedyś oznaczyły i zostało. Wszystkie telewizje podały, że Barack Obama ponownie został wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych. CNN wyświetliła informację jako jedna z ostatnich. Mimo że nie były jeszcze znane wyniki sondażowe w kilku stanach, wszystko stało się jasne. Na niebiesko zapaliło się Ohio. Ten średniej wielkości stan w północno-wschodniej części USA przeważył szalę zwycięstwa na korzyść Demokratów. Skakaliśmy rozemocjonowani po stacjach. – Skoro już nawet Fox News pokazał, że Barack wygrał, to to musi być prawda! – krzyknęła Emma. Od ponad godziny siedziała z telefonem w ręku i komputerem na kolanach. Co chwilę cytowała nam co ciekawsze posty znajomych, dodawane masowo na portale społecznościowe.

Większość z tych postów była wyrazem wielkiej radości, ale także ulgi. W naszym stanie, w Pensylwanii, zdecydowanie wygrał Barack Obama. Żadna niespodzianka. Dlatego też okolicę od tygodni "zdobiły" plakaty wyborcze Mitta Romney'a. Republikanin sam jednak nie wierzył w to, że może coś zdziałać w demokratycznej Pensylwanii. Nie zdziałał. Raz natknęłam się nawet na plakat, na którym ktoś sprayem obok nazwiska rywala Obamy dopisał słowo "kłamca". Później spotkałam więcej dokładnie takich samych przeróbek. Ktoś włożył wiele wysiłku w to, żeby sobie trochę pojeździć po okolicy i pokolorować.

Ten wyborczy amerykański szał tak nabierał na sile z każdą minutą, że i ja się wciągnęłam. A przecież zwykle mam tak, że im coś jest popularniejsze, tym bardziej mnie odpycha. Tak miałam po części z Euro 2012. Tak mam z filmem "Jesteś Bogiem". Po prostu sama muszę sprawdzić. Sama się przekonać. W ostatnim tygodniu, a już we wtorek szczególnie dałam się jednak ponieść. Moja mama czasem, kiedy wracała bardzo zmęczona po pracy, mawiała: "jakby mnie ktoś tak teraz popchnął, to tak bym sobie leciała i leciała". I właśnie ja tak leciałam sobie we wtorek.

Leciałam, mimo że dla mnie nie miało aż takiego wielkiego znaczenia, kto wygra. Bo co to zmienia w moim życiu? Nic. Co to daje Polsce? Też nic. Powiedzmy sobie szczerze – władze USA nie traktują naszego kraju priorytetowo. Jeszcze pewnie długo nie zostaniemy włączeni do ruchu bezwizowego. Ameryka ma o wiele poważniejsze problemy – rosnące bezrobocie, imigranci, reformy służby zdrowia, edukacji czy ubezpieczeń.

Amerykańska Polonia jednak bardzo emocjonowała się tymi wyborami. Powstawały specjalne komitety, namawiające do głosowania na jednego czy drugiego kandydata. Pod koniec października na portalu internetowym Nowego Dziennika, polskiej gazety wydawanej w Nowym Jorku, pojawił się artykuł zatytułowany "Romney walczy o Polskę". Republikanin wymienił nasz kraj w czasie jednej z debat prezydenckich, krytykując politykę Obamy wobec swoich sojuszników. Tytuł pobudził Polonię do dyskusji. Jedni odebrali fakt "udziału" Polski w kampanii entuzjastycznie, jako docenienie państwa nad Wisłą i nadzieję na przyszłość. Inni mówili o naiwności i przekonywali, że Mitt szybko o Polsce zapomni, jeśli zostanie prezydentem. Jeszcze inni zauważali, że Romney wcale niczego takiego nie powiedział, zarzucając Dziennikowi spore nadużycie. Ogólne wrażanie było jednak takie, że na dzień dzisiejszy dobrego wyboru nie ma.

Zobaczymy. Jedno jest pewne – kolejna kadencja na pewno przysporzy Obamie więcej siwych włosów. A pomyśleć, że jeszcze cztery lata temu były one na jego głowie kompletnie niezauważalne…

Na zdjęciu: okolice Filadelfii po huraganie Sandy. Raczej nie chodziło o roboty drogowe.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz