12

lipca 2012
Skomentuj (4)

Będziesz rozczarowana Los Angeles. Lepiej jedź do San Francisco – mówili mi przed wyjazdem na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Ale ja się uparłam. Zawsze przecież chciałam zobaczyć to słynne L.A. Poza tym niektórzy Amerykanie mają specyficzne poczucie estetyki. Podniecają się byle czym, a jak faktycznie jest już coś wartego uwagi, to ignorują to. Dlatego im nie wierzyłam. Jak w ogóle można być rozczarowanym Los Angeles?

Przyleciałam na lotnisko LAX w Los Angeles czterdzieści minut wcześniej niż planowano. – To taki prezent z okazji czwartego lipca – poinformował pilot. Czwarty lipca jest największym amerykańskim świętem obok Święta Dziękczynienia. To właśnie tego dnia w 1776 roku została ogłoszona Deklaracja niepodległości USA od Wielkiej Brytanii. Uczyłam się o tym w szóstej klasie podstawówki. Nie mam pojęcia, dlaczego nic mi z nauki historii w szkole nie zapadało w pamięć tak, jak lekcja o akcie prawnym podpisanym w Filadelfii. Dobrze pamiętam klasę, ławkę i panią nauczycielkę. Swoją drogą to ciekawe, jak niektóre na pozór zupełnie nieprzydatne epizody naszego życia mocno kodują się w naszym mózgu. To jak zamrożone komórki macierzyste, o których się zapomina, ale gdzieś tam są i nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Za dużo książek Cobena…

Weszłam zostawić walizkę do pokoju hotelowego w dzielnicy La Miranda. Włączyłam telewizor. To taki niedobry odruch, że zwykle pierwsze, co robię po wejściu do hotelu, to sięganie po pilota. Moja mama dla odmiany zawsze na początek sprawdza łazienkę. A wy macie jakieś ciekawe hotelowe odruchy bezwarunkowe? :)

Trafiłam na uliczną ankietę. Dziennikarz zadawał przechodniom pytania na temat historii i symboli narodowych USA. Dowiedziałam się w niej, że niepodległość Stany Zjednoczone uzyskały od Kanady, a gwiazdki na amerykańskiej fladze symbolizują ilość prezydentów. A o co chodzi w czwartym lipca? Cytat: "ludzie mają wolne i wychodzą do barów". To prawda, że Amerykanie mają znikomą wiedzę o innych krajach i są bardzo dumni ze swojego narodu. Ale myślałam, że nieco więcej o nim jednak wiedzą…

Autobus miejski z hotelu do centrum "Miasta Aniołów" jechał prawie godzinę. Ekspres. W miarę bez korków. Los Angeles jest bardzo rozlezione. Kiedyś narzekałam na Warszawę. Nie chodzi o to, że jest za duża, tylko o to, że wszystko jest tak od siebie oddalone. Nieużytki i pustostany dzielą części miasta. Kraków wydaje się o wiele bardziej zorganizowany pod tym kątem, dzięki czemu bardziej przyjemny do spacerowania. Ale Los Angeles to już przesada. Jego lądowa powierzchnia prawie dwukrotnie przewyższa Nowy Jork. Pewna miła pani powiedziała mi na przystanku, że muszę na jeden dzień wybrać sobie jeden cel, bo dwóch nie zdążę objechać. I miała rację.

Los Angeles to jedyne miasto, jakie dotychczas odwiedziłam, którego centrum nie jest w… centrum. Pewnie dlatego w downtown ciężko spotkać turystę. Nie ma tam nic wartego zobaczenia. No, może poza architektonicznym dziełem, jakim jest Walt Disney Concert Hall, znajdujące się w Financial District, ładniejszej i bardziej zadbanej części centrum. Oprócz tego smutne wieżowce, biznesmeni, bezdomni i Meksykanie. L.A prowadzi w kategorii najbardziej zróżnicowanych etnicznie miast w USA. Właściwie to w gorszych partiach downtown szansa na spotkanie białego Amerykanina jest taka, jak sfotografowanie tornada na jednym kadrze z błyskawicą (marzę o takim zdjęciu).

Nie muszę jechać do Meksyku. Wystarczy przejść się po Los Angeles. Kiedyś Indian z Ameryki Północnej przegonili Europejczycy. Teraz amerykańskich Europejczyków przeganiają południowcy. W centrum L.A. słychać częściej hiszpański niż angielski. Większość znaków i tablic napisana jest w dwóch językach. Pomyślałam o skupiskach Polaków w Nowym Jorku, którzy w większości nie mówią po angielsku, bo po prostu nie muszą. Tak jest w przypadku Meksykanów w południowo-zachodniej części Stanów, co wcale nie podoba się obywatelom anglojęzycznym.

– Ale wieje – zagadnęłam, stojąc na światłach, pewną starszą latynoskę. Mistrzostwo w rozpoczynaniu konwersacji. Nie mogłam się powstrzymać, żeby sprawdzić, czy moje przypuszczenia okażą się słuszne. Niepewnie przytaknęła. – Mówi pani po angielsku? – kontynuowałam. – Español – rzekła, wzruszając ramionami. Wkrótce wybory prezydenckie w USA. Imigranci to jedna z głównych kwestii obok reformy systemu zdrowia, szkolnictwa i zalegalizowania małżeństw homoseksualnych, o które spierają się Barack Obama i Mitt Romney.

Jak to dobrze, że nie zakończyłam zwiedzania Los Angeles na jego centrum…

Cdn...

Na zdjęciu: bezdomny na bogatej ulicy Santa Monica, zachodniej dzielnicy Los Angeles.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Audrey (2017-05-17 14:34:03),


Magnificent site. Lots of helpful information here. I am sending it to some buddies ans additionally sharing in delicious. And naturally, thanks to your effort!

Phoebe (2017-05-15 06:01:20),


Hi there, I think your web site could possibly be having web browser compatibility issues. When I look at your blog in Safari, it looks fine but when opening in IE, it has some overlapping issues. I just wanted to give you a quick heads up! Aside from that, great website!

jam (2012-07-16 20:07:32),


czyli LA - z dużej chmury mały deszcz

ghs (2012-07-12 21:32:57),


Tak, ja zawsze robię skok tyłem na łóżko. Na szczęście nigdy nie bolało.