14

maja 2012
Skomentuj (0)

Produkcja ekspertów piłkarskich szybsza niż Fiatów 126p w latach 70. z powodu zbliżającego się EURO. Kolejna przereklamowana gala MMA, którą nikt by się nie zainteresował, gdyby nie odpowiednia promocja telewizji. Śmierć świetnego żużlowca Lee Richardsona i automatycznie cała Polska wielkimi fanami czarnego sportu. A mnie na przekór pierwsze, co wpadło z rana na ekran w rześki poniedziałkowy poranek, to… jeże pigmejskie. Nie byłoby w tym może nic dziwnego. Jeże jak jeże. Tyle że nie interesuję się na tyle dogłębnie tymi pięknymi stworzeniami, aby się dokształcać na ich temat. Nawet nie wiedziałam o istnieniu takiego gatunku. Okazało się, że te zwierzątka to tegoroczny hit… komunijny.

Można jednak przekroczyć granice absurdu w tym kraju. Jakiś czas temu zastanawiałam się, co ludzie wymyślą na prezent dla ośmiolatka, skoro mamy już za sobą konsole do gier, quady oraz iPody, iPady i wszystko inne, zaczynające się od "i". Spodziewałam się samochodu. A tym czasem mamy jeże.

To temat wałkowany dziesięć tysięcy razy, ale powtórzę raz jeszcze. I będę bronić swojej tezy aż do śmierci. Dziwimy się, że młodzi są coraz gorsi. Że wkładają nauczycielom kosze na głowy. Że się zabijają nawzajem. Że spędzają całe dnie przy komputerze. To nie dzieci są złe. Rodzice to ignoranci. Nie wiem, jak bezmyślnym trzeba być, żeby przy wyborze prezentu dla dziecka kierować się obecną modą, wymyśloną przez autorów kilku artykułów w Internecie.

Powiem wam, jak jest w rodzinie amerykańskiej, dla której pracuję. I nie chodzi tu o prezenty tylko o ideę wychowywania. Dzieciaki nie oglądają telewizji w ciągu tygodnia. Chyba że są jakieś niecodzienne wydarzenia typu ważny mecz ulubionej drużyny. Cała rodzina zasiada przed szklanym ekranem tylko w weekendy i razem wybiera, a następnie ogląda film. Komputer? Rzadko i częściej do nauki niż zabawy. I niedłużej niż pół godziny dziennie. Kiedy nazajutrz jest szkoła, dzieci są w łóżku nieco po godzinie 21:00. Zawsze przed snem czyta im się fragment wybranej przez nie książki. Kiedy czegoś potrzebują, używają słowa "proszę", a jeśli nie, to jest im to przypominane. Nie tupią i nie krzyczą, gdy czegoś im się odmawia albo zabrania. Bo odmawia im się albo zabrania, tłumacząc jednocześnie przyczynę i robiąc to w sposób najspokojniejszy na świecie.

Tyraństwo? Brak dzieciństwa? W żadnym wypadku. Dzieciaki się nie buntują i szanują zdanie starszych. Bo tak zostały wychowane. Bo jest im poświęcona należyta uwaga. Bo wiedzą, że są ważne i kochane i niczego nie robi się dla ich krzywdy. Wiedzą, bo jest im to pokazywane każdego dnia. A przecież oboje rodziców od rana do wieczora ciężko pracuje.

I nie dość, że ciężko pracuje, to znajduje czas na to, aby pokazać swoim dzieciom możliwości tego świata. Koszykówka, softball, piłka nożna, golf, tenis, gimnastyka, taniec, granie na instrumentach – w te rzeczy młode są wkręcone. Nie w telewizor i komputer. Oczywiście, to tylko dzieci i jak wszystkie uwielbiają wszelkiego rodzaju gry, do których potrzeba klawiatury. Ale nie byłyby w stanie przesiedzieć cały dzień, stukając w plastik. Znudziłoby im się po najwyżej dwóch godzinach. Bo wiedzą, że są inne opcje. Dostały szansę sprawdzenia się w nich i je polubiły.

Czasem mam wrażenie, że współcześni rodzice w większości oczekują, że ich dziecko samo, jak będzie chciało, przyjdzie do nich i powie: mamo, tato, ja chcę chodzić na basen / na karate / na siatkówkę. Może przyjdzie, może nie. Trzeba mu pokazać te możliwości, a nie powtarzać, żeby zajął się czymś konstruktywnym. Każda pasja się skądś bierze. W tym miejscu można by napisać oddzielny akapit albo właściwie cały wpis o rodzicach paranoikach, którzy nie wyobrażają sobie, aby ich potomek nie został mistrzem świata, prezydentem lub nie dostał nagrody Nobla, ale to już druga skrajność. I nie wiem, która jest gorsza.

Może nie jestem autorytetem, aby wypowiadać się w sprawach rodzicielstwa. Ale od dłuższego czasu obserwuję to wszystko z bardzo bliska. Praktycznie w tym uczestniczę. I śmiem powiedzieć, że mimo iż dzieci nie mam, wiem na ich temat więcej niż niejeden rodzic.

Na zdjęciu: młody jaguar, którzy marzył o bujnej grzywie. Wczorajsza wycieczka do filadelfijskiego zoo – najstarszego w Stanach Zjednoczonych.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz