22

czerwca 2012
Skomentuj (1)

Twoje ego ma się łączyć z drużyną. Jeśli twoje rozumienie sportu jest inne, masz łatwy wybór: możesz uprawiać tenis albo golf, gdzie nie jest wymagany nadzwyczajny talent do pracy w grupie – pisze w swojej autobiografii Xavi. Arjen Robben już dawno powinien więc zmienić dyscyplinę.

Problem Holendra z podawaniem piłki do kolegów nie maleje. Opierając swój występ na dryblingach i rajdach, musisz liczyć albo na mega szczęście, albo na wyjątkową niemoc rywali. Nie możesz za bardzo zawierzyć swoim umiejętnościom. Bo dziś już nie ma takich piłkarzy, którzy w co drugim meczu strzelają bramkę po przebiegnięciu połowy boiska i okiwaniu pięciu przeciwników. Poziom się wyrównał. Dziś więcej czasu poświęca się defensywie niż ofensywie. Fakt, iż na boisku przebywa w jednej drużynie jedenastu zawodników nabierał powoli nowego znaczenia. Robben tego nie rozumie, choć nie jest już od dawna juniorem. Jest (był?) ważnym ogniwem swojej reprezentacji narodowej i w żaden sposób jej nie pomógł albo nie chciał pomóc. Bo jak wyjaśnić jego krótki czerwcowy występ? Wśród graczy Oranje irytował najbardziej.

Nie jest on oczywiście jedyną przyczyną klęski reprezentacji Holandii na EURO 2012. Fatalnie spisała się holenderska obrona na czele z tak doświadczonym Jonem Heitingą. Najmłodszy w historii mistrzostw Europy Jetro Willems miał prawo zawieść. Ale Heitinga? Obrońca Evertonu dawał się ogrywać w sposób, w jaki nie dają się kilkulatkowie na podwórku. W meczu z Portugalią usiadł już na ławie, ale i bez niego Holandia musiała sobie radzić praktycznie bez linii defensywnej, której nie można nawet porównać do szwajcarskiego sera. Bo ser ma dziury, ale posiada też jakieś widoczne spojenia. A w pomarańczowej obronie ciężko je było dostrzec.

Po obejrzeniu występu Holendrów na EURO 2012, niejeden ma prawo zapytać, dlaczego w ogóle ta drużyna była faworytem do złota. Ten zespół ani trochę nie przypominał ekipy, która dwa lata temu dotarła do finału mistrzostw świata. Przed tegoroczną imprezą ktoś powiedział, że Holendrzy w tym składzie osiągnęli już swoje maksimum na mundialu w RPA i sukcesu w Polsce i na Ukrainie nie powtórzą. Za nic nie mogę sobie przypomnieć, kto to był (wydaje mi się, że jakiś amerykański komentator), ale należy mu się duże piwo.

Ekipę Berta van Marwijka porozbijały chyba wewnętrzne konflikty i niedomówienia. Trenerowi zarzucano, że faworyzuje Marka van Bommela ze względu na powinowactwo. Klaas-Jan Huntelaar obrażał się, że nie gra w pierwszym składzie, a kiedy najlepszy strzelec Bundesligi zagrał od początku w ostatnim meczu, ciężko było go na boisku zauważyć. Robin van Persie był cieniem tego piłkarza, który strzelał seryjne gole w ostatnim sezonie Premier League. W taki oto sposób Holandia po raz pierwszy w historii przegrała wszystkie mecze w mistrzostwach Europy. Cóż, zawodnicy, którzy stawiają swoje ego ponad drużyną, nigdy nie stworzą zespołu. Żeby tylko teraz to samo nie przytrafiło się Francuzom, u których też zrobiło się nie za ciekawie po porażce ze Szwedami.

Zmieniając temat na bardziej… przyjemny. Większość osób zapytana, kto wywoła największą aferę na EURO 2012, bez trudno wskazałby na Mario Balotelliego. I owszem, Włoch stara się jak może. Najpierw wyprowadzał na spacer piłkę w meczu z Hiszpanią, żeby później strzelić niesamowitego gola Chorwacji. Ostatnio sieć obiegły zdjęcia z treningu Squadra Azzurra, na którym Super Mario świetnie się bawił w towarzystwie tyczek treningowych. Ale to wciąż za mało. Niech próbuje dalej, bo na razie miejsce w plotkarskich portalach i magazynach zabiera mu Nicklas Bendtner i jego najdroższe majtki świata.

Afera majtkowa urosła już do takiej rangi, że zainteresował się nią nawet amerykański portal deadspin.com, komentujący w formie bloga wszelkie plotki i afery ze świata sportu. Amerykanie wytykają UEFA, że niewłaściwa bielizna jest dla niej znacznie ważniejsza niż rasizm czy przemoc. Dodają, że bukmacher Paddy Power ma przynajmniej poczucie humoru i że pomimo dużej kary, którą przyjdzie mu zapłacić, wyszedł z całej akcji zwycięsko.

Tak naprawdę to na tych majtkach zyskali wszyscy, oprócz UEFA: prasa, bo ma o czym pisać, firma bukmacherska (lepszej reklamy nie można sobie wymarzyć!) oraz sam piłkarz. Nie dość, że zarobi na tym z pewnością kupę kasy, to jeszcze dopisze sobie kilka punktów do popularności. Już o nim głośno na ciachowych portalach, a jeden z nich napisał tak: po cichu liczymy, że w ramach zadośćuczynienia będzie to nakaz pokazywania majtek z logo UEFA przy każdym wbiegnięciu w pole karne.

Dobra wiadomość dla Mario Balotelliego jest taka, że Bendtner z reprezentacją Danii już pojechał do domu i teraz Włoch ma dużo czasu na to, aby go przebić.

Link do tekstu na CKsport.pl – tutaj.

Na zdjęciu: tych dwóch gości spotkałam we wrześniu 2011 roku na turnieju firmowym Kolportera w Gutowie Małym pod Łodzią.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Lena (2017-05-10 17:13:59),


It's a pity you don't have a donate button! I'd most certainly donate to this outstanding blog! I guess for now i'll settle for book-marking and adding your RSS feed to my Google account. I look forward to brand new updates and will share this website with my Facebook group. Talk soon!