14

kwietnia 2012
Skomentuj (2)

Zaczynam świrować. Kryzys musiał w końcu nadejść. Chociaż czy to nie za duże słowo? A może to normalna kolej rzeczy, która pokazuje na ile jesteśmy mocni? Kryzys zapukał w moje drzwi niemal w tym samym momencie, w którym zapytał Koronę Kielce, czy nie potrzebuje przypadkiem jego usług. Tak całkiem gratis. W dzisiejszym świecie za darmo możesz dostać jedynie w nos, czyli coś, co ci jest zupełnie niepotrzebne, jeśli nie masz nadmiaru lodu w domu.

Rutyna to jest to, czego się w życiu boję najbardziej. Zawsze od niej uciekałam. A może to ona uciekała ode mnie? Albo po prostu nie mogła mnie dogonić? Zwykle jednak to, od czego uciekamy, w końcu nas dogania. Przynajmniej tak jest na filmach. Bo nie da się całe życie uciekać. Dr Richard Kimble, grany przez Harrisona Forda, w "Ściganym" uciekał, ale tylko dlatego, żeby później wrócić. Potrzebował czasu, żeby dowieść prawdy. Ta luka w życiu jego postaci pozwoliła mu przy okazji poznać siebie w taki sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył i nie doświadczyłby. I nie musiał tego robić. On wybrał taką drogę. Wszystko dla prawdy.

Ja jestem takim Richardem Kimblem tylko w drugą stronę. Przestałam uciekać. Zatrzymałam się. Ale w tym samym celu, co filmowy bohater – odkrycia prawdy. Prawdy o sobie. Przetestowania swojego charakteru. Zasmakowałam tego, czego wcześniej nie dałam sobie przyrządzić. Od sześciu miesięcy codziennie to samo. Pobudka, wiadomości w sieci, praca, siłownia / film / książka. Tylko weekendy są bardziej zróżnicowane. Czasem się gdzieś wyskoczy, ale nie tak często jakby się chciało. Sztywne życie od poniedziałku do piątku, robiąc coś, co nie daje satysfakcji. Sytuacja jest w dodatku utrudniona, bo trzeba sobie radzić zupełnie na własną rękę. W obcym kraju, bez rodziny, bez przyjaciół, bez odwiedzin. Nagły skok do innego świata, w którym uczysz się od nowa żyć, bo nawet korzystanie ze stacji benzynowej i bitej śmietany jest inne niż to, do którego zdołałeś przywyknąć.

Wbrew pozorom, łatwiej było na początku, kiedy wszystko było nowe. Trudniej jest teraz, w połowie. Masz mnie rutyno. Tylko że nie ty mnie dogoniłaś, a ja pozwoliłam ci się dogonić. Chyba niedziwne, że czasem świruję. Każdego dnia walczę ze sobą. Jednego dnia jest źle, drugiego już dobrze. I tak w kółko. Ale wiem, że o to chodzi. Zatrzymałam się i takie są konsekwencje. Miałam odwagę przestać zagłuszać emocje i stawić im czoło. Wsłuchać się w nie.

W dzisiejszym świecie mało kto się tak zatrzymuje. Ludzie pędzą, nie znając samych siebie. Bo nie mieli czasu poznać albo byli pewni, że dobrze znają. A tak naprawdę znają tylko ułamek. Malutki fragment, który pozwala im przetrwać na co dzień. To tak jak z pracą mózgu. Wykorzystujemy go jedynie w około 30%. A co z resztą? Olbrzymi niewykorzystany potencjał, który można odkryć jedynie w ekstremalnych warunkach. Żeby poznać siebie, trzeba wyjść poza sferę swojego komfortu i wystawiać się na różne próby. I, co ważne a pewnie najtrudniejsze, nauczyć się samotności. Odrobinę samotności to nie koniec świata, ale umiejętność przebywania samemu ze sobą. Sztuka dość trudna, ale odpowiednio wytrenowana daje zdumiewające efekty.

W tym miejscu przypomina mi się świetny kawałek Pokahontaz "Za szybcy się wściekli":

Nie, nie, nie dogonisz mnie

Biegnę wolniej ale w tym cały sens

Dymi im się spod dekli

Za szybcy się wciekli

W kwietniu mija pół roku, odkąd jestem w USA. Nie żałuję. Wkrótce odwiedzę Los Angeles, Las Vegas, Miami i być może Kanadę. Ta perspektywa zdecydowanie dodaje mi sił. A później? Nowe plany zaczynają przybierać całkiem realnych kształtów. Nie są związane z Ameryką Północną. 

Na zdjęciu: odpoczynek pośród drzew i wieżowców jednocześnie. To możliwe tylko w nowojorskim Central Parku. Nowy Jork, marzec 2012.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Roseanne (2017-05-14 13:27:39),


It's going to be finish of mine day, except before end I am reading this impressive post to improve my knowledge.

suha (2012-04-15 19:52:13),


Zajebiste zdjecie!Pozdro Paula!