26

lutego 2013
Skomentuj (6)

Nigdy nie lubiłam imprez w klubach nocnych. Lokale przesiąknięte dymem z papierosów bardziej niż Alex Ferguson Manchesterem United. Napakowani bramkarze, wcinający przy wejściu kebaby, których los na chwilę mianował wyrocznią i kreatorami mody. Upoceni faceci (chłopcy?), którzy po wypiciu kilku głębszych pozjadali wszystkie rozumy i myślą, że wszystko im się należy. Wymalowane dziewczyny, które do tych gości łaszą się tak, jak głodny kot do łydek swojego właściciela. A wszystko po to, żeby kolega/koleżanka pozazdrościli powodzenia. Żeby na drugi dzień było się czym pochwalić na fejsie. To zdecydowanie nie mój świat. Życie bywa jednak przewrotne. Teraz chodzę w takie miejsca prawie codziennie.

Życie po powrocie ze Stanów okazało się o wiele trudniejsze, niż przypuszczałam. Nie, nie. Nic do rzeczy nie mają tu takie bzdury, jak zachłyśnięcie się Ameryką, zmiana kulturowa albo inny bezsensowny szok termiczny. Pamiętam, jak pani dyrektor mojego amerykańskiego programu przy pożegnaniu powiedziała do mnie: "pewnie nie będziesz się mogła odnaleźć po powrocie do Polski". To samo mówiły mi inne osoby, które zasmakowały tej samej przygody, co ja. Bez przesady… Ponad dwadzieścia lat we własnym kraju, rok poza nim i że nie będę się mogła w nim odnaleźć? Ciekawe… Kiedyś ktoś powiedział, że miarą inteligencji jest umiejętność szybkiego przystosowywania się. Bardzo lubię ten cytat.

Nic się na razie nie układa dobrze. Może wykorzystałam już limit szczęścia? O napastnikach, którzy nagle przestali strzelać bramki, mówi się, że się zacięli. I to nie jest kwestią braku umiejętności czy lenistwa na treningach. Ciężko doszukiwać się przyczyn. Po prostu, jak nie idzie, to nie idzie. Ale w końcu się uda. A jak się już uda, to nierzadko trafiają do siatki seryjnie. Czuję się właśnie, jak taki napastnik, któremu gazety wyliczają minuty bez zdobytej bramki, a kibice wyśmiewają każde złe zagranie. Ważne, żeby nie tracić wiary. To tak, jak z wypadkiem samochodowym. Najgorsze, co możesz zrobić po poważniejszej kolizji, w której brałeś udział, to przestać jeździć samochodem. A ja chyba na chwilę przestałam …

Robię zdjęcia w klubach na imprezach. To ciekawe doświadczenie. Pozwala przełamywać pewne bariery, poznawać ludzi, a także rozwijać się pod kątem fotograficznym. Z takim rodzajem cykania nie miałam dotychczas do czynienia. Ale chyba te pierwsze korzyści są dla mnie cenniejsze. Przy okazji człowiek przeżyje coś nowego. A przecież o to chodzi, nie?

Wyszłam z klubu. Siedzę w samochodzie. Przeglądam zdjęcia. Czekam na telefon. Słyszę pukanie w szybę. Uchylam ją. Najpierw jakieś dwa centymetry. Chwilę później nieco więcej. Pamiętacie tę scenę z Kilera, kiedy komisarz Ryba uwięził głowę Wąskiego w swoim samochodzie i groził wrzuceniem dwójki, a nawet trójki? Nie, do tego na szczęście nie doszło :). Gość okazał się… szpiegiem własnej dziewczyny. "Robiła pani zdjęcia w klubie, nie? Mogę je przejrzeć? Moja dziewczyna ma babski wieczór. Wiem, że tutaj przyszła, ale nie wiem, z kim. Kręciły się wokół niej jakieś typki?" No, i co? Babska solidarność czy uspokoić chłopaka, zanim zejdzie na moich oczach?

Normalną rzeczą są wszelkie mniej lub bardziej przyjemne zaczepki, komentarze, proponowanie wspólnej "pięćdziesiątki", prośba o przypozwanie do zdjęcia, a nawet o zatańczenie. Jak dobrze, że jestem w pracy. Nigdy natomiast nie zapomnę, jak właściciel jednego lokalu zasugerował, żebym patrzyła na to, komu robię zdjęcia. W sensie jak osoba fotografowana wygląda i jest ubrana. Jednym słowem, nie robić zdjęć ludziom brzydkim. W taki sposób stałam się bramkarzem w pełnym tego słowa znaczeniu. Kiedyś łapałam piłki, teraz mam robić selekcję…

A propos jeszcze tych niemocy, jedna została dziś przełamana. Wróciłam do pisania na bloga. Dzięki osobom, które pytały, co się dzieję, czemu nie piszę. A jednak ktoś to czyta :)

Na zdjęciu: koncert Borixona i Kajmana w kieleckim Ultra Violecie (12 lutego 2013).

PS. Zaktualizowałam galerię oraz "o mnie".


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Alba (2017-05-14 13:27:28),


Thank you, I have just been searching for information about this subject for a while and yours is the best I've came upon so far. But, what concerning the bottom line? Are you sure concerning the source?

PD (2013-02-26 20:20:51),


Leszek, tak, bo go mimo wszystko jakoś polubiłam ;) Marek - dzięki Twojej sugestii :)

MC (2013-02-26 19:00:19),


No nareszcie nadrabiasz zaległości i kibic doszedł w Twoim opicie :)

Leszek (2013-02-26 18:59:11),


I co zrobiłaś? Pokazałaś mu te zdjęcia?

PD (2013-02-26 18:23:32),


Dziękuję

geny (2013-02-26 14:45:55),


Bardzo podobają mi się Twoje przemyślenia, ciekawie piszesz. Chyba zacznę poczytywać Twojego bloga :)