13

lutego 2012
Skomentuj (2)

Jako kibicowi Liverpoolu wstyd mi za Luisa Suareza. To zawsze był niesforny chłopak, ale jego umiejętności piłkarskie powodowały, że przymykało się oko na jego wybryki. Wielu myślało, że po transferze zimą zeszłego roku do tak prestiżowego klubu jak Liverpool, urugwajski napastnik skupi się wreszcie tylko i wyłącznie na rozwoju swojego niewątpliwie dużego talentu. Niestety, w ciągu ostatnich kilku tygodni tylko udowodnił, że nie należy mu się zaufanie i że pewne cechy ludzkie się nie zmieniają.

Najpierw powyzywał Patrice'a Evrę z Manchesteru United od czarnuchów. Później tłumaczył przed komisją dyscyplinarną, że użył hiszpańskiego słowa "negrito", które w Urugwaju nie jest obraźliwe i znaczy tyle samo, jakby nazwał Dirka Kuyta blondynem. Z tym że użył tego słowa kilkakrotnie i chyba nie był aż taki głupi, żeby nie zauważyć, że Evrę to wkurzało. Robił to właśnie po to, żeby mu naubliżać. Bo chyba nie po to, żeby znaleźć przyjaciela? A już zdanie "nie rozmawiam z czarnymi" nie pozostawiło wątpliwości co do jego winy.

Dobra, narozrabiał, odpokutował ośmiomeczową karę zawieszenia, mogłoby być po temacie. Ale nie. Pierwszy mecz po zawieszeniu, w którym zagrał od początku, przypadł akurat znów na Czerwone Diabły (sic!). I co? I 25-letni napastnik nie podał przy przywitaniu obu zespołów ręki kapitanowi United, czym jednoznacznie potwierdził, że jego tłumaczenia z poprzedniego incydentu były łgarstwem. Wyraźnie coś mu w Evrze nie pasowało. I domyślam się, że nie chodziło o umiejętności piłkarskie Francuza.

Przeprosiny Suareza, które ukazały się zaraz po tym wydarzeniu na oficjalnej stronie Liverpoolu, zawierają wszystko, co zawierać powinny. "Wiem, że postąpiłem źle. Zawiodłem trenera, klub i jego wartości. Bardzo tego żałuję". Bla, bla, bla. Pytanie, ile w tym rzeczywistej skruchy i szczerości? Zawiódł to za pierwszym razem. Teraz to ośmieszył. Poza tym można mieć nawet wątpliwości co tego, kto układał treść tych przeprosin. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że sam piłkarz. Po tym, jak tłumaczył się ze słowa "negrito", podczas gdy nagrany materiał nie pozostawiał złudzeń, nie jestem w stanie uwierzyć w ani jedno jego słowo.

Jeśli Suarez naprawdę czuł skruchę i jeśli naprawdę zależało mu na dobrym imieniu swojego klubu, to powinien był podać rękę rywalowi. Dla świętego spokoju. Bo to, że mu z francuskim defensorem nie po drodze, to już każdy wie i nie trzeba było tego potwierdzać. Dodatkowo powinien był zrobić wszystko, co się da, żeby Liverpool dokopał Manchesterowi tak, żeby Evra po meczu ogłosił zakończenie kariery. A tak nie dość, że naraził swoją drużynę na osłabienie (bo nie wiadomo, czy angielski związek ponownie nie nałoży na niego jakiejś kary), to jeszcze okazał totalny brak respektu dla trenera Kenny'ego Dalglisha. Bo ponoć przed spotkaniem piłkarz obiecywał szkoleniowcowi, że poda rękę Evrze. Swoją drogą, ile on ma lat, żeby mu o takich rzeczach przypominać? Co to, przedszkole? Jasiu, idź przeprosić Krzysia. Nieładnie jest przezywać kolegę.

Czy te osiem meczów to nie była wystarczająca kara dla zawodnika i strata dla zespołu The Reds? Urugwajczyk zaśmiał się w twarz trenerowi i swojemu klubowi. Liverpool ma wyjątkowo dużo problemów i nie potrzebuje zawodników, którzy bardziej przeszkadzają niż pomagają swojej drużynie w powrocie na szczyt Premier League. Bo Suarez też nie pokazał w tym sezonie nic, co mogłoby posłużyć za jego merytoryczną obronę. "Nigdy nie będziesz szedł sam" – tytuł słynnego hymnu Liverpoolu zobowiązuje, ale wydaje mi się, że tyczy się trochę innych sytuacji. I powtórzę, że pisze to kibic Liverpoolu i umiejętności piłkarskich Luisa Suareza. Mówi się, że pierwsza szansa dana człowiekowi jest wyrazem zaufania. Druga nadziei. A trzecia już tylko naiwności. Coś w tym jest.

Byłabym jednak głupia, jeśli traktowałabym w tym wszystkim Evrę jako wielką ofiarę. On też zachował się jak kompletny kretyn przede wszystkim ostentacyjnym  celebrowaniem sobotniego zwycięstwa tuż przed nosem Suareza. Tego jednak komisja pewnie nawet nie weźmie pod uwagę. Bo problem rasizmu to dużo bardziej medialna i popularna kwestia, prowadząca ostatnio do wielu absurdów. Ale to już osobny temat.

Na zdjęciu: jeden z największych polskich niegrzecznych chłopców z boiska – Arkadiusz Onyszko. Zdjęcie zrobiłam podczas meczu Korony Kielce z Odrą Wodzisław 20 marca 2010 roku.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Willy (2017-05-15 21:29:36),


Hi to every one, it's truly a fastidious for me to visit this web page, it contains priceless Information.

DED87 (2012-02-21 20:03:02),


Ja sie jako kibic polskiej pilki, ale tez jako Legionista nie rozczulabym nad Borysiukiem czy Rybusem- maja co chcieli. Stawiam ze predzej wroca z podkulonymi ogonami niz sie im wydaje. milo poznac kolejna symaptyczke futbolu ;-) zachecam do udzialu na blogu Romana Koltonia badz do komentarzy u mnie na FB pozdrawiam Mateusz Fronczak