08

stycznia 2013
Skomentuj (2)

Ostatnio kumpel zwrócił mi uwagę, że nie było wpisu noworocznego. Jest teraz. I nie ma mowy o poślizgu. Kibice Korony Kielce składają sobie dziś, 8 stycznia, życzenia noworoczne. Nie tylko zresztą noworoczne. Było też i wielkanocne Alleluja, a także pieśni kościelne. Konkretniej "Oto jest dzień".

Zwolniło się miejsce na stanowisku dyrektora sportowego Korony.

Z Jarosława Niebudka przez prawie pięć lat pracy w Kielcach nie było tyle pożytku, ile dziś w ciągu tych kilku godzin. Ludzie się godzili, życzyli sobie szczęścia i pomyślności, a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem.

Teraz już tak poważniej. Napisać, że pan Niebudek nie był właściwą osobą na właściwym miejscu, to nie napisać nic. – A skąd on się w ogóle wziął? Jakie miał doświadczenie przed pracą w Koronie? – pytał kolega na forum redakcyjnym. Uczył wychowania fizycznego na Politechnice Świętokrzyskiej. Tam też nie zbierał recenzji godnych filmu "Jesteś Bogiem". Studenci uczelni, a konkretniej ci reprezentujący ją na arenie sportowej, są chyba jednymi niezadowolonymi z odejścia Jarosława Niebudka z Korony. – Istnieje realne zagrożenie, że wróci na Politechnikę i z awansu nici – stwierdził jeden ze studentów, grających w barwach PŚK w piłkę nożną.

Funkcja dyrektora sportowego w klubie piłkarskim, szczególnie w Polsce i szczególnie w zespole, który nie szasta pieniędzmi, nie jest bułką z masłem. To bardzo odpowiedzialna i czasochłonna praca, do której potrzeba nie tylko wiedzy, ale i instynktu. Ale żeby pomylić się tyle razy? Zaliczyć tyle koszmarnych wpadek? Lista transferowych żenad Jarosława Niebudka jest bardzo długa. Albo ściągał do Kielc zawodników wykopanych nie wiadomo skąd, którzy, jak się szybko okazało, nie potrafili prosto kopnąć piłki (Dirceu, Nikon El Maestro) albo znanych, ale takich, których po prostu nikt inny w polskiej ekstraklasie nie chciał (Marcin Żewłakow, Dawid Janczyk).

Prawdziwym hitem ostatnich miesięcy był jednak Japończyk Seiji Saito. Trener Korony, Leszek Ojrzyński, mówił, że nie potrzebuje aż miesiąca na przetestowanie "Tsubasy". Ale Saito miał tyle w Kielcach siedzieć i już. Na początku. Później podpisał nawet kontrakt. Niech siedzi, skoro nic nas to nie kosztuje. Do gierek wewnętrznych zawsze się przyda. Bo dyrektor sportowy miał jakiś układ z jego agentem. Podobno. No nie oszukujmy się – co to za piłkarz, który nie chce za grę w klubie ekstraklasy dalekiego europejskiego kraju ani grosza i nawet mieszkanie sobie sam opłaca. To się nazywa transfer za darmo i to dosłownie. Chociaż tak całkiem za darmo pewnie nie był. Przynajmniej nie dla wszystkich.

I jak tu się dziwić Kubie Kotarzewskiemu, kapitanowi zespołu Młodej Ekstraklasy i wychowankowi Korony, który na Facebooku napisał tak: "po co wziąć jakiegoś wychowanka, jeżeli można sprowadzić Japończyka, który będzie grał mecze z Młodą Ekstraklasą. Transfer roku!" Kubie się dostało po uszach za te słowa, a kilka dni później strzelił piękną bramkę przewrotką w spotkaniu ME.

Miejmy nadzieję, że w Koronie idzie nowe. Lepsze. Chociaż, jak dodają fani z Kielc, dyrektor sportowy to dopiero kropla w morzu…

Na zdjęciu: Jarosław Niebudek (pierwszy z lewej) w towarzystwie dyrektora ds. organizacji i marketingu w Koronie, Andrzeja Junga oraz byłego właściciela klubu, Krzysztofa Klickiego podczas ligowego meczu z Wisłą Kraków w sierpniu 2011 roku.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz

Piotrek (2013-01-11 10:01:08),


jak to możliwe, że tego goscia tyle trzymali tam...

cabi (2013-01-10 00:02:39),


Nie chcę oceniać po aparycji bo to jest żaden argument, ale dyrektor ds. marketingu, Pan Jung, nie wygląda na osobę odpowiednią do zajmowanego przez siebie stanowiska. Działania marketingowe Korony jako klubu sportowego z, bądź co bądź, uznaną marką w kraju są wręcz nijakie. Po prostu ich nie ma. Akcji marketingowych w Social Media (nie mówię tutaj o akcjach stricte opowiadających o życiu w klubie, to chłopaki z KoronaTV spisują się genialnie) nie istnieją. Nie wspomnę nawet o takich drobiazgach jak spójna identyfikacja graficzna plakatów, banerów i reklam. Drobiazgach, które składają się na sukces. Doglądanie takich spraw też w końcu należy do obowiązków ludzi ds. marketingu. To przecież jest jakaś kpina, że ktoś taki zajmuje niezwykle, szczególnie dziś, ważne stanowisko w ekstraklasowym klubie w dodatku bierze za to pieniądze. Może Pan Jung bardzo się stara, może pracuje w pocie czoła, ale po prostu nie wychodzi. Nie wiem, ale jak pokazał przykład...