01

kwietnia 2012
Skomentuj (0)

Skończyły się łapanki na stadionie w Kielcach. Po ostatnim meczu z Polonią Warszawa nie wlepiono ani jednego zakazu stadionowego. Nikt nie zapłacił grzywny. To oznacza, że wreszcie jest tak, jak być powinno. Każdy siedzi dokładnie na tym krzesełku, za które zapłacił i pomyśli pięć razy, zanim zdecyduje się wyprodukować jakieś słowo. Wielki sukces świętokrzyskiej policji!

Ale podczas spotkania z Polonią wcale nie było na trybunach tak grzecznie. Gromkie "sędzia ch…" słychać było nawet w słabej jakości transmisji online. Dlaczego więc tym razem nikt nie został ukarany? Ciekawa to zbieżność, że kary sypią się, kiedy na meczu przy Ściegiennego 8 obecni są najgłośniejsi fajni, zasiadający na młynie, a kiedy ich zabraknie, kończy się też egzekwowanie prawa.

Historii walki z chuligaństwem stadionowym w Kielcach przytaczać nie trzeba. A jak ktoś jeszcze słabo orientuje się w temacie, to polecam artykuł Jakuba Olkiewicza, opublikowany w styczniu tego roku przez portal weszlo.com – link tutaj. "Wjazdy" uzbrojonej po zęby policji do domów kibiców o szóstej rano i wezwania do sądu za zmianę miejsce na stadionie czy rzucenie przekleństwa stały się w Kielcach codziennością. I może jeszcze można by to jakoś wytłumaczyć, gdyby nie dało się normalnie rozgrywać spotkań z powodu regularnych awantur, w których cierpieliby ludzie. Gdyby co mecz z trybun na boisko leciały race i petardy. Albo gdyby na młynie kwitł handel prochami. Ale na Arenie Kielce takich rzeczy nie ma, a kieleccy ultrasi są jedynymi z najlepszych artystów na polskich obiektach sportowych.

Jeden z kibiców Korony, zasiadający zwykle na młynie, otrzymał jakiś czas temu wezwanie do sądu. Powód? Nie zajął swojego miejsca na stadionie podczas jednego ze spotkań. Problem w tym, że akurat młyn jest tak specyficznym sektorem, że nikt tam nie siedzi na swoim krzesełku, bo… nikt nie siedzi. Wezwanie, które otrzymał, nie wyglądało poza tym zbyt poważnie. Zawierało błędy w pisowni. Nazwa jednej z krakowskich drużyn została napisana w taki sposób: Crakowia. Mimo to kibic ten stawił się o wyznaczonej porze w wyznaczonym miejscu na rozprawie. Jego zeznania, podparte wsparciem klubu, przekonały sąd. Organ wyśmiał dowody policji, a właściwie ich brak i uniewinnił kibica. Kompromitacja policji.

Nie można nie odnieść wrażenia, że to wszystko dzieję się tylko dlatego, żeby zaimponować centrali i podbić statystyki, a powody, przez które robi się nierzadko niewinnym ludziom problemy, to jedynie przykrywka. Bo chyba nikt normalnie nie robiły sprawy o zajęcie złego miejsca na meczu piłki nożnej?! Celem nie jest bezpieczeństwo na stadionach, ale usunięcie niektórych osób z trybun. Dlaczego? To trochę tak jak z pracą strażnika miejskiego (zupełnie nikomu niepotrzebna instytucja, która przeszkadza w pracy nawet policji). Z braku zajęcia, a z przymusu robienia czegokolwiek, łażą po mieście i wypisują mandaty za krzywe parkowanie. I jeszcze czynią to w taki sposób, jakby to była najważniejsza misja w dziejach ludzkości, bez której świat przestałby istnieć.

Nasuwa się kolejne pytanie: dlaczego akurat w Kielcach? W innych miastach oczywiście też wlepia się zakazy, ale nie na taką skalę i nie osiąga to takiego absurdu jak w stolicy świętokrzyskiego. O co więc chodzi? Czy odgórnie wybrano Kielce jako poligon doświadczalny do testowania nowych metod organów ścigania przed EURO 2012? Oficjalnie z podaniem własnych danych żaden stróż prawa nie odważy się zabrać głosu. Rzecznicy gubią się w swoich zeznaniach, powtarzając co chwilę utarte regułki, z których nic nie wynika. Z policją porozmawiać się nie da. Czy trzymałaby taki dystans, jakby sama nie miała nic na sumieniu? A może zaprzestanie wysyłania tajniaków w kamizelach fotoreporterskich na mecze jest równoznaczny z przyznaniem się do wielu popełnionych błędów?

Policja zmierzała w dobrą stronę. Chciała, żeby było bezpieczniej. Chciała wyłapać prowodyrów, którzy jedyne czego chcą, to zadyma. Ale działania szybko wymknęły jej się spod kontroli. Szkoda, że tak dobra postawa Korony na boisku w rundzie wiosennej i walka o najwyższe cele odbywa się bez regularnego dopingu i kolorowych opraw. Ale protestów nie mogło nie być w zaistniałej sytuacji i kibice muszą pozostać teraz konsekwentni, tym bardziej że rozumieją ich i wspierają sami piłkarze. Może ktoś się w końcu opamięta i ludzie przestaną się bać przychodzić na mecze w Kielcach ze względu na realne ryzyko zarobienia zakazu.

Na zdjęciu: piłkarze Korony na marcowy mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała przygotowali specjalne koszulki z napisem "Stadion to nie teatr", wyrażając tym samym wsparcie dla swoich kibiców, którzy wiosną wstrzymują się od dopingu na stadionie w Kielcach.

PS. Dzisiejszy wynik Korony z Górnikiem Zabrze to z pewnością nie żart primaaprilisowy. Zagrała słabo. Jak to skomentować? Normalnie. Przegrała mecz. Kiedyś musiała.


Komentarze do wpisu: Dodaj nowy komentarz