Nieważna gra, ważny wynik – to jedno z ulubionych zdań wypowiadanych przez polskich piłkarzy do dziennikarzy po ledwie wymęczonym skromnym zwycięstwie. To jedno z tych zdań, które nie mówi kompletnie nic, ale załatwia całą sprawę z tłumaczeniem beznadziejnego występu. To nic, że jest wierutną bzdurą. Każdemu sportowcowi zależy na stylu, w jakim się prezentuje. Każdy po swojej pracy zastanawia się, co mógł zrobić lepiej, co zawalił totalnie, a z czego może być zadowolony. Oczywiście jednak nie każdy chce się z tego spowiadać i odkrywać karty przed swoim rywalem, a w przypadku polskich piłkarzy chodzi bardziej o brak jaj i przyznanie prawdy.
Tak samo jest z porażkami. Są różne rodzaje porażek i to ma znaczenie. Inaczej przeżywasz przegrany mecz, w którym nie oddałeś jednego celnego strzału na bramkę przeciwnika, a inaczej taki, w którym trzy razy trafiłeś w poprzeczkę, pięć razy w słupek i zmarnowałeś rzut karny. Porażka to nadal porażka, ale o zasłużonych batach zapominasz szybciej, niż o tych milimetrach, które dzieliły cię od szczęścia.
Dlatego myślę, że Kobe Bryant na dłużej zapamięta poniedziałkowy mecz z Filadelfią 76ers, który miałam przyjemność oglądać na żywo w hali Wells Fargo Center. Od pierwszych minut nie można było mieć wątpliwości, kto jest motorem napędowym Los Angeles Lakers. Kobe rzucał z dystansu z taką łatwością, jakby smarował masłem chleb. W ogóle nie przeszkadzała mu asysta dwóch rywali i kompletny brak miejsca. Po kilku jego akcjach nawet fani Sixersów kiwali głową z niedowierzaniem, choć przy prezentacji drużyn przywitali Bryanta niesamowitym buczeniem. Gwiazdor NBA przyszedł na świat właśnie w Filadelfii, ale kilka publicznych nieprzychylnych opinii na temat swojego rodzinnego miasta i brak jakiejkolwiek więzi z tym miejscem spowodował, że nie jest w domu mile widziany. Za wszelką cenę chciał więc utrzeć miejscowym kibicom nosa. I długo mu się to udawało. Lakersi prowadzili przez większość spotkania.
Wszystko odwróciło się do góry nogami w czwartej, ostatniej kwarcie. Sixersi wyszli na prowadzenie, a Jeziorowcy, widocznie przerażeni szybkością upływającego czasu, zaczęli pudłować i zaliczać straty. Końcówkę meczu kibice zgromadzeni w hali w Filadelfii oglądali na stojąco. Kobe wziął wszystko na siebie. Już nawet momentami nie podawał partnerom, jakby czuł, że tylko on może jeszcze odmienić losy tego spotkania. Tak przyjazny mu z początku gry kosz, stał się jednak później największym jego wrogiem i za nic w świecie nie chciał przygarnąć do siebie piłki, rzucanej przez zawodnika z numerem 24 w zespole Lakers. Gospodarze wygrali 95:90 i potwierdzili, że w tym sezonie są naprawdę mocni. Bryant dzięki swoim 28 trafieniom w tym meczu awansował w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii NBA na piąte miejsce, wyprzedzając Shaquille O'Neala, ale zapewne w mgnieniu oka zamieniły to na zwycięstwo.
Tym samym spełniło się moje kolejne marzenie – zobaczenie Kobe'ego Bryanta i Lakers na żywo. Szkoda tylko, że w przegranym meczu, ale w pełni zrekompensowały to emocje, atmosfera na hali oraz ochroniarze, którzy tym razem nie robili mi żadnych problemów z moim aparatem, a nawet nie za bardzo przejmowali się mną w trakcie samego spotkania. Tak jakby czuli, że to dla mnie coś szczególnego i nie chcieli przeszkadzać. Dzięki wam za to. Dzięki również kibicowi Lakers, który głośno wspierał mnie w trudnych chwilach, a który sam musiał przyjąć na siebie sto tysięcy docinków ze strony otaczających go z każdej strony fanów Sixersów.
Na zdjęciu: długo nie mogłam się zdecydować, które wybrać, ale ostatecznie zdecydowałam się na to, gdyż mina Paula Gasola kojarzy mi się z bólem, jaki musieli po tym meczu czuć koszykarze Lakers. Po lewej przyglądający się akcji Kobe Bryant.
New insights on the role of luteinizing hormone releasing hormone agonists in premenopausal early breast cancer patients purchase lasix online
Hepatitis B virus HBV and human immunodeficiency virus HIV coinfection has emerged as an important cause of morbidity and mortality how to buy generic cytotec without a prescription
HealthFan79 (2026-07-27 08:38:50),
https://gzzbmepc.com - Ucohitoc Ojiluig https://aaqxidivhs.com